Zadzwonił po pomoc w ostatniej chwili. „Słabnącym głosem przekazał, że jest mu bardzo zimno, źle się czuje i za chwilę umrze” 07:46 05-02-2026
Dramatyczne zgłoszenie wpłynęło do operatora numeru 986 około godziny 6 rano. Dzwoniący, przebywający na terenie Wawra mężczyzna w kryzysie bezdomności, poinformował słabnącym głosem, że bardzo źle się czuje, jest mu skrajnie zimno i obawia się o swoje życie. Na miejsce natychmiast skierowano patrol z VII Oddziału Terenowego Straż Miejska m.st. Warszawy.
Funkcjonariusze dobrze znali zarówno zgłaszającego, jak i miejsce jego przebywania. Tej samej nocy, około godziny 1:20, próbowali już przekonać 40-latka, aby opuścił prowizoryczne schronienie w szopie stojącej na opuszczonej działce i skorzystał z noclegowni. Mężczyzna odmówił, mimo że strażnicy proponowali transport i możliwość ogrzania się w bezpiecznych warunkach.
Gdy kilka godzin później wpłynęło kolejne zgłoszenie, sytuacja była już znacznie poważniejsza. Patrol, kończący nocną służbę, natychmiast podjął interwencję. Strażnicy włączyli sygnały uprzywilejowania i w ciągu kilkunastu minut dotarli pod znany im adres na terenie dzielnicy Wawer. Wiedzieli, że w przypadku tak niskich temperatur każda minuta ma znaczenie.
Jeden ze strażników, posiadający kwalifikacje ratownika kwalifikowanej pierwszej pomocy, zabrał torbę medyczną. Druga funkcjonariuszka wzięła defibrylator AED. Funkcjonariusze relacjonowali później, że byli przygotowani na najgorsze.
Po wejściu do szopy zobaczyli mężczyznę siedzącego skulonego w kącie. Wewnątrz panował przenikliwy chłód. Na ścianach widoczny był szron, a cienka warstwa lodu osadziła się nawet na nakryciu głowy poszkodowanego. Mężczyzna miał lodowate dłonie, był wyraźnie osłabiony, a jego twarz przybrała sinawy odcień – typowy objaw zaawansowanego wychłodzenia organizmu.
Strażnicy nawiązali z nim kontakt słowny. Z ich relacji wynika, że mężczyzna był przytomny, ale mówił bardzo cicho i z trudem. Zapytany, dlaczego nie rozpalił ognia w prowizorycznym piecyku, odpowiedział, że bał się wyjść na zewnątrz, by zebrać drewno, ponieważ mróz był zbyt silny.
Funkcjonariusze natychmiast przystąpili do udzielania pierwszej pomocy. Okryli mężczyznę dostępnymi materiałami, aby ograniczyć dalszą utratę ciepła, i wezwali zespół ratownictwa medycznego. Jednocześnie zebrali w pobliżu suche gałęzie i rozpalili ogień w piecyku, by stopniowo podnieść temperaturę w pomieszczeniu. Z ich obserwacji wynikało, że stan 40-latka był poważny, ale po pewnym czasie widoczna była poprawa – kolor jego skóry zaczął się zmieniać, co mogło świadczyć o powolnym ogrzewaniu organizmu.
Na miejsce dotarł zespół Państwowe Ratownictwo Medyczne. Ratownicy przejęli poszkodowanego i przewieźli go do szpitala. Decyzja o hospitalizacji oznaczała, że jego życie było realnie zagrożone wskutek wychłodzenia.
Służby apelują, aby nie pozostawać obojętnym na los osób przebywających na mrozie. Każde zgłoszenie dotyczące osoby zagrożonej wychłodzeniem może przyczynić się do uratowania zdrowia, a nawet życia. W tym przypadku szybka reakcja strażników miejskich i ratowników medycznych sprawiła, że pomoc nadeszła w ostatnim możliwym momencie.
(fot. SM warszawa, źródło SM Warszawa)






Komentarze wyłączone